Zimowe mrozy i problemy z akumulatorem – czy zakup boostera może tu pomóc?

Zimowe mrozy

Każdy kierowca doskonale zdaje sobie sprawę, że rozruch silnika po nocy, którą spędził on na zimowym mrozie w oczekiwaniu na przekręcenie kluczyka, jest dla niego sporym wyzwaniem, wymagającym większej mocy. Ją zaś silnik pobiera z akumulatora, więc jak nietrudno się domyślić, jego eksploatacja, zwłaszcza w cyklu miejskim, może być wówczas dużo większym obciążeniem i finalnie znacznie skrócić żywotność baterii w aucie – oczywiście, jeśli nie będziemy jej odpowiednio doładowywać podczas jazdy. Pełne naładowanie akumulatora po rozruchu silnika w lecie trwa ok. 15 min. Zimą ten czas może być nawet 2 razy dłuższy. Nic więc dziwnego, że spotkanie o poranku kierowcy, który ma problem z uruchomieniem silnika i potrzebuje doładowania dla swoich czterech kółek, jest tak bardzo prawdopodobne. Czy jednak taki motoryzacyjny gadżet, jak booster do akumulatora, może tu coś zmienić? Czy polskiemu kierowcy opłaca się inwestować w tego typu wsparcie na zimę?

Współczesność działa na prąd

Elektroniczne gadżety otaczają nas już ze wszystkich stron, ale jeśli nie dostarczymy im prądu, to są tylko elektroodpadami. Motoryzacja również coraz bardziej opiera się na tego typu technologii, projektując swojej systemy w taki sposób, by dzięki prędkości reakcji czujników i szybkiej analizie komputera pokładowego zwiększyć nasz komfort, bezpieczeństwo oraz przyjemność z samej jazdy i manewrów na drodze. Energia elektryczna jest więc w nowych modelach aut równie ważna, co paliwo w baku. Akumulator jest zatem mocno obciążony i w mroźne dni może nie podołać w końcu swojemu zadaniu (np. jeśli nie wyłączymy na ten czas systemu Start/Stop Engine). Krótkie, regularnie pokonywane trasy są w stanie osłabić również znajdujące się w nim ogniwa, a nawet je uszkodzić. Czasem jednak nie ma się do kogo zwrócić o pomoc w trudnej chwili, a samodzielne odpalenie auta w takich warunkach to nie lada sztuka i wysiłek… chyba że posiada się specjalny booster (przynajmniej tak twierdzą producenci, którzy mają go w swojej ofercie).

Alternatywne możliwości

Gdy akumulator nie ma dość mocy, aby uruchomić silnik naszego samochodu, pozostają nam dwie opcje – albo znajdziemy kogoś, kto użyczy nam prądu ze swojego pojazdu przy pomocy specjalnych kabli, albo będziemy musieli wezwać pomoc drogową i oddać swoje cztery kółka na hol. Oczywiście jest jeszcze wariant z odpalaniem „na pych”, ale w nowych samochodach można przez to narobić więcej szkód, niż to warte i oczywiście zapewnić sobie wyższy rachunek u mechanika, by następnie usunąć wywołane zniszczenia lub wymienić uszkodzone podzespoły. Na rynku mamy jednak od pewnego czasu tzw. boostery do akumulatorów – przenośny gadżet, który z powodzeniem może zastąpić drugiego kierowcę, i który zawsze można mieć przy sobie w bagażniku.

Jak to działa?

Booster do akumulatora to coś w rodzaju potężnego power banku. Ładujemy go z myślą o sytuacjach, gdy zabraknie nam energii do rozruchu i w krytycznym momencie wyciągamy z bagażnika, zamiast szukać pomocy u innego kierowcy. Ma on również specjalne przewody, które możemy podłączyć do swojego auta, dzięki czemu dawka energii jest przesłana w odpowiednim momencie – rozruch jest zatem już jedynie formalnością. Plus do plusa, masa auta połączona z minusem boostera, przekręcamy kluczyk, obroty się stabilizują się i odłączamy przewody w odwrotnej kolejności. Warto jednak pamiętać, by dopasować moc tego moto gadżetu do wersji silnikowej swojego pojazdu. Waga? Od kilku do nawet 20 kg. Cena? Wartość boostera zaczyna się na naszym rynku od ok. 200 zł, a kończy na poziomie 1000 zł – wiele z droższych modeli posiada jednak również możliwość zasilania innych urządzeń, czy takie funkcje jak np. kompresor, czy latarka LED).

Artykuł powstał dzięki współpracy z ekspertami z zespołu Autotesto.pl

[Głosów:2    Średnia:5/5]

Zobacz również

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*